WYWIAD: Oskar Przysucha

miniPrzed Wami wywiad z kibolami Oskara Przysucha opublikowany w pierwszym numerze naszego fanzina w styczniu 2015 roku. W wywiadzie znajdziecie wiele ciekawych informacji o tej niestety niedziałającej już ekipie. Obecnie aktywność przysuszan ogranicza się do udziału w patriotycznych manifestacjach oraz innych lokalnych inicjatywach o podobnym charakterze.

Jakie były początki ruchu kibicowskiego w Przysusze? Kiedy pojawił się zorganizowany doping?
Ruch kibicowski w Przysusze zaczął powstawać w późnych początkach XXI wieku na fali chwilowej kibicomanii, która w naszym kraju ogarnęła większość niedużych miasteczek i wsi. Mimo pewnych przebłysków w 2005 czy 2006 roku w pełni narodził się i ukształtował on dopiero w 2007 roku. Impulsem do tego był wywalczony wiosną 2006 roku awans naszych piłkarzy do ligi okręgowej. Za zorganizowanie tego wszystkiego wzięła się grupa 6 młodych osób (nikt nie miał wtedy nawet 18 lat). Początki były bardzo trudne z kilku względów. Brak jakichkolwiek tradycji kibicowskich w Przysusze, w tym również tej niezwykle ważnej z szalonych lat ’90 sprawił, że młode osoby, które zaczynały rozkręcać kibicowanie w Przysusze o kibicowskim świecie musiały uczyć się same i to praktycznie od zera. Co to wzorców, z których staraliśmy się czerpać to co najlepsze, to były to oczywiście największe polskie ekipy, a z naszego regionu Proch Pionki, wtedy bardzo mocna ekipa we wszystkich aspektach. Szybko też okazało się, że w mieście nie ma co liczyć na pomoc starszych, bo ich interesował tylko alkohol. Mimo to z początkiem 2007 roku rozpoczęliśmy przygotowania, aby jakoś ruszyć z kibicowaniem od rundy wiosennej. Nie ma co ukrywać, że na meczach u siebie młyn wystawialiśmy w kratkę, a o ile już był to nie więcej niż 10 osób. Wyjątkiem był mecz z Prochem Pionki gdzie udało się wystawić ok. 30 osobowy młyn. Nawiasem mówiąc Prochownia zawitała wtedy do Przysuchy w ok. 90 osób konkretnej bandy. Co do wyjazdów to wyglądały one bardzo blado. Jako, że nikt nie miał nawet 18 lat o samochodzie nawet nie wspominając, na wyjazdy w tamtej rundzie udawaliśmy się z piłkarzami dzięki uprzejmości zarządu. Wprawdzie dzięki wsparciu starszych w 20 osób stawiliśmy się w niedalekim Potworowie, jednak potem o ile jeździliśmy to już w kilka osób. Początki były dla naszej ekipy bardzo trudne. W Przysusze tak na prawdę nie było nic. Nie mieliśmy flag, szalików, żadnej tradycji i poza pojedynczymi przypadkami żadnego wsparcia. Mimo to postanowiliśmy kontynuować tworzenie ruchu kibicowskiego. W końcówce rundy wiosennej 2007 roku i latem udało nam się powoli wszystko zorganizować. Pojawiły się szale w większej ilości i flaga. Zaczynaliśmy też wtedy kontakty z Neptunem Końskie. Wiedzieliśmy też, że nie mamy co zbytnio liczyć na jakąś większą pomoc starszych osób, więc postanowiliśmy postawić na młodych, co z perspektywy czasu okazało się dobrym wyborem, gdyż ruch kibicowski w Przysusze od tamtego czasu działa regularnie (z małą przerwą na czas represji, które spadły na środowisko kibicowskie po Bydgoszczy w 2011 roku.) do dziś, czego teraz nie może o sobie powiedzieć wiele ekip.

2

Jesteście młodą ekipą. Od kiedy wasza grupa zaczęła ogarniać doping na Oskarze i przejęła obowiązki starszyzny?
Po sezonie 2010-2011 ruch kibicowski w naszym mieście zamarł. Przełomowym momentem był mecz z Prochem Pionki 21.10.2012. Gdy obecna ekipa decyzyjna postanowiła się zebrać i poprowadzić zorganizowany doping. Dało to liczbę około 30 osób, przede wszystkim nowych twarzy. Organizacja i sam doping nie był na najwyższym poziomie, ale dzięki włączaniu się w czynne życie Oskara coraz większej liczby młodych i zdeterminowanych osób a także dzięki pomocy pojedynczych chłopaków z poprzedniej ekipy, która była bardzo ważna, zaczęliśmy działać zgrabnie zaliczając od tamtej pory każdy mecz domowy oraz w miarę możliwości wyjazdy z bardzo mocnym dopingiem. W sezonie 2012-2013, gdzie Oskar wywalczył awans do 4 ligi liczby meczowe prezentowały się bardzo dobrze jak na możliwości naszego miasteczka. Ostatni derbowy mecz rundy z Ruszcovią obfituje w 54 osoby i oprawę na wysokim poziomie. W 4 ligę wchodzimy już jako w pełni ukształtowana ekipa. Powstaje pierwszy duży graf nielegal, zaliczamy dwa mecze rugby bez piłki, młodymi składami 5×5 do 20lat z Prochem Pionki i GKP Targówkiem Warszawa. Jak na nasze warunki jest do dla nas wielki sukces, tym bardziej że zabrakło naprawdę niewiele. Chcieliśmy też naświetlić jak wygląda sytuacja w naszym mieście. Nie mamy niestety żadnego klubu sztuk walki, co ze sobą niesie brak profesjonalnego trenera, niestety nie ma możliwości dogadania się z obecną władzą i z przykrością musimy stwierdzić, że nic nie wskazuje na jakiekolwiek zmiany. Ćwiczymy sami, naszym ‘klubem’ w miarę możliwości pogodowych jest tartanowe boisko do piłki nożnej, w zimę natomiast dzięki przychylności dyrektora szkoły opłacamy sobie raz w tygodniu salkę, co do siłowni przeważnie jest to piwnica u kumpla, lub garaż, jedyne czego nam nie brakuję to determinacji i chęci.

Wielu czytelników interesują wasze kontakty z Szydłowianką. Niedawno mieliście sztamę, a teraz dochodzi do awantury pomiędzy waszymi ekipami, możesz powiedzieć coś więcej?
Kontakty z Szydłowianką zostały zerwane w momencie zakończenia naszego układu. Jak już pisali chłopaki z Szydłowca „powodem” awantury była sytuacja, gdzie jeden z „emigrantów” mieszkających w Warszawie na naszym wyjazdowym meczu z Drukarzem wyparł się naszych relacji. My tylko z przykrością odbieramy fakt, że kibicom Szydłowianki tak bardzo utkwił w pamięci wiosenny, a nie jesienny mecz z Drukarzem. Po nie całym miesiącu od przybicia układu zrywamy go, rozstając się w obustronnej przyjaźni, czas jednak zweryfikował to inaczej… Do dziś dziwi nas zachowanie chłopaków z Szydłowca, jak i to że wzięli tak do siebie farmazon na necie, który jak zwykle siały trolle z obu miast i dziwimy się że jakieś głupie komentarze na stronie Echa Dnia fani KS-u potraktowali, aż tak poważnie i zrobili to samo w oficjalnej odsłonie. 

Jak już jesteśmy przy awanturach, jaka najbardziej zapadła Wam w pamięci czy to dopiero wasze początki?
Mecz z Polonią Iłża był 23 września 2007 roku. Polonia zawitała do Przysuchy w 31 osób, my również z około 30 osobowym młynem. Tuż przed zakończeniem meczu na nasz sektor udaje się delegacja Polonii w celu skrojenia naszej flagi, ale im się to nie udaje. Za chwile dochodzi do małego spięcia słownego, po czym jedna osoba z Iłży uderzyła kogoś od nas. Poloniści lekko odskoczyli od naszego sektora, a z ich sektora wysypali się wszyscy i biegli w kierunku naszego. U nas spory popłoch i większość pali wrotki. Żadnym usprawiedliwieniem nie może być dla nas to, że była to dla naszej młodej ekipy (prawie wszyscy poniżej 18 lat) pierwsza taka akcji. Polonia zatrzymuje się jakieś 20 metrów przed naszym sektorem, na którym spokojnie pozostało tylko kilka osób czekając na atak Polonii. Tymczasem widząc co się dzieje na pomoc postanowiła nam wyruszyć piknikowa część Przysuchy, a ludzi na meczu było sporo. Szybka kontra ze strony wszystkich przysuszan dogoniła palącą wrotki Polonię i kompletnie ją rozbiła, gościom udało się jednak nie stracić barw, gdyż zabezpieczyli je wcześniej. Opisana wyżej awantura jednakże nie była za naszej „kadencji” więc sytuacja z Szydłowcem była naszym debiutem. Po końcowym gwizdku około 25 osobowa grupa kibiców KS udaje się przez boisko na nasz sektor. Od nas duża część „juniorów” ewakuuje się. Dochodzi do dwu minutowej wymiany ciosów przez płotek. Później zaczynamy się wycofywać, wtedy Szydłowianka pokonuje płotek i dochodzi do małej konfrontacji przy wyjściu ze stadionu. Kończy się bez straconych barw oraz bez K.O i większych obrażeń. Co by nie było, akcja na plus dla przeciwników, bo to my wycofaliśmy się ze stadionu.

0

W poprzednich rundach jeździliście regularnie na wyjazdy, w tym sezonie bywa z tym różnie, ale też trzymacie wysoki poziom. Możesz napisać, które z wypraw najbardziej zapadły Ci w pamięci?
Jako niewielka ekipa ciężko nam o regularne zorganizowane wyjazdy. Wiadomo, że wyjazd nie odbędzie się bez pewnych osób, przyczyn podawać się muszę. Powodem też jest nasz młody wiek, gdzie jeszcze wszyscy się uczą i również sprawy finansowe nie pozwalają nam na to. Oprawy, piro czy spreje, wszystko jest sponsorowane z naszej kieszeni, więc nie zawsze mamy możliwość wspierać nasz klub na meczach wyjazdowych. Każda wyprawa wiąże się dla fanatyka z wielkimi emocjami oraz jest niezapomniana. Najbardziej jednak zapadł nam w pamięci wyprawa na Okęcie Warszawa, był to pierwszy tak daleki wyjazd, także na nowe tereny, nie wiedzieliśmy jak zostaniemy przyjęci. Na miejscu zastaliśmy grupę kibiców Okęcia, kilku (Pogoni Szczecin ówczesna zgoda Legii), którzy byli zaskoczeni naszym przybyciem, przyjmują nas przyjaźnie w przerwie podrzucają wodę. Mimo tego wyjazdu przeżyliśmy wiele tzw. „wiejskich” wycieczek, które mają swój niezapomniany klimat, gdzie dochodziło do libacji oraz promocji w przydrożnych sklepach. Frekwencja wyjazdowa w 4 lidze jest na pewno słabsza, gdyż prawie każdy wyjazd to ponad 120 km i jak na razie nie jest w naszym zasięgu. 

(Czacha): Ja osobiście najlepiej wspominam mój pierwszy wyjazd jeszcze za łebka, gdy działała poprzednia ekipa, mecz przypadł w Wielkanoc 2010 roku, po porannej mszy i tradycyjnym. ‘jajeczku’, starszy kolega zabrał mnie ze swoim Ojcem na derby regionu K.S Potworów – Oskar. Pierwszą połowę przesiedzieliśmy na pikniku, na drugą niechętnie dołączyliśmy do chłopaków którzy dopingowali. Pamiętam, że mieli wtedy przygotowaną oprawę, stanąłem gdzieś przy strobku, pomachałem flagą i tak zostałem aż do dziś. Dokładna data meczu to 3.04.2010, mam do niej wielki sentyment, wtedy zaczęła się moja przygoda z Oskarem, dzięki temu wyjazdowi i ludziom których poznałem, bez wątpienia mogę powiedzieć, że wkroczyłem na nową drogę.

Na waszych meczach od czasu do czasu można zobaczyć choreografię. Z spotkania na spotkanie są na coraz wyższym poziomie. Które oprawę w waszym wykonaniu oceniasz najlepiej?
Z meczu na mecz rozwijamy się i staramy prezentować coraz to wyższy poziom dopingu, frekwencji oraz opraw. Każdy z nas poświęca się cały dla tego, żebyśmy mogli zaprezentować coś ciekawego i żeby nasza praca została doceniona. Jak widać ten wywiad jest potwierdzeniem i swoistym wyróżnieniem dla naszej skromnej ekipy co napędza nas jeszcze bardziej. Zdecydowanie najlepszą naszą choreografią była oprawa zaprezentowana na meczu derbowym, który był uwieńczeniem historycznego awansu do 4 ligi.

1

Jaki stosunek macie do warszawskich ekip? Ostatnio nie byliście zbyt miło przywitani na Drukarzu.
Nasz stosunek do ekip warszawskich jest jak najbardziej neutralny. Jak wspominałem Okęcie przyjęło nas przyjaźnie. Mecz z Drukarzem był po przybitej sztamie z Szydłowcem. Nikogo od nas z ekipy na meczu nie było, jednak rozmawialiśmy z piłkarzami, którzy opowiedzieli nam o zaistniałej sytuacji. Z dopingu Drukarza można było wywnioskować, że chodzi o naszego układowicza. Jeden Przysuszan mieszkający na co dzień w Warszawie przyjechał na piknik w koszulce Oskara, którą niestety stracił.

Jak układają się wasze relację z włodarzami klubu? Robią Wam jakieś problemy czy raczej nie ograniczają waszego działania?
Można je ocenić na poziomie dobrym. Mamy darmowy wstęp na stadion i nie jesteśmy ograniczani w żaden sposób. Jednak w kwestii finansowej jest gorzej, gdy nie ma wsparcia a wręcz oczekiwania, gdzie po meczu z Szydłowianką to nam każą zapłacić kare finansową, która spadła na klub. Szacunek należy się pewnym osobom z poprzedniej ekipy, które pokazały nam jak działać, wpoiły wartości i zasady, których ciągle staramy się trzymać.

Z kibicowskimi pozdrowieniami Czacha, Kargul, Pepe i cała ekipa MKS OSKAR

3

Ten wpis został opublikowany w kategorii WYWIADY. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *